Agnieszka Moroz | Mężczyzna w związku
16512
post-template-default,single,single-post,postid-16512,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-theme-ver-13.1.2,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.5,vc_responsive
 
Relacje / Intymność

Mężczyzna w związku

Mężczyzna w związku

Mężczyźni kojarzą pójście na terapię lub jakąkolwiek inwestycję w rozwój osobisty z naprawieniem siebie, czyli z przyznaniem się do jakiejś dysfunkcji. Tymczasem kobiety kojarzą to z rozwojem – czyli jestem OK, ale pogłębiam swój potencjał.

O niespełnionych oczekiwaniach mężczyzn wobec kobiet oraz kobiet wobec mężczyzn opowiada filozof i psychoterapeuta, prezes Fundacji Masculinum, Jacek Masłowski. Jak to działa? Czego od nich chcieć?

Jaki jest według pana najważniejszy stereotyp dotyczący mężczyzn?
Że coś jest z nimi nie tak. Że są w jakiś sposób dysfunkcyjni. W nim mieszczą się prawie wszystkie inne. Myślę, że dzisiaj płeć męska jest postrzegana przez pryzmat stereotypów, które narosły z bardzo różnych powodów. Męskość przez ostatnie dziesiątki lat przestała być wartością, a stała się problemem, który jakoś trzeba rozwiązać.

Mamy kryzys męskości?
Raczej relacji. Dziś każdy wybór niesie ze sobą ryzyko, że poniesiemy klęskę. Bo jak wybierzemy źle, to co wtedy?

KOBIETA

A może współczesny świat sprawił, że w nieustannym pędzie do sukcesu w każdej dziedzinie, również w związkach, przytłaczają nas nadmierne oczekiwania?
Też. To coś, o czym często mówią mężczyźni na warsztatach, które dla nich prowadzę. Że od kobiet, z którymi są związani, ciągle słyszą: popraw się, zmień się, zrób coś innego, mniej, więcej… (zazwyczaj kobiety wszystkiego chcą więcej). Naprawdę rzadko można spotkać kobietę na tyle dojrzałą, by była w stanie powiedzieć: wiesz co, ja tak naprawdę chce z tobą tylko być i żebyś mnie kochał. Nie oszukujmy się, kobiety są tak samo niedojrzałe emocjonalnie jak mężczyźni. Z tego prostego powodu, że oni w dzieciństwie zazwyczaj nie widzieli swoich ojców, których mogliby naśladować w partnerskiej relacji, a one nie widziały swoich matek żyjących w dobrych partnerskich związkach. Tak samo nie mają dobrych wzorców do naśladowania.

Ale mężczyźni też mają oczekiwania wobec kobiet. Jakie?
Wie pani, jak je definiują mężczyźni? Albo akceptacja, albo święty spokój. Na początku rozmowy nie mówią bynajmniej o seksie – żeby do niego dojść, trzeba sporo pogadać.

Święty spokój, czyli co?
Brak ciągłych pytań i narzekania w stylu: ile czasu spędzasz z kolegami, za dużo pracujesz, za mało zarabiasz, za mało się dziećmi zajmujesz, wyrzuć śmieci… Non stop są jakieś oczekiwania. Non stop jest coś nie tak. I to facetów po prostu wkurza.

Mężczyźni boją się silnych kobiet?
Trzeba by najpierw zdefiniować, kim jest silna kobieta. Znam sporo kobiet zarówno z prywatnego doświadczenia, jak i tych, z którymi spotykam się w gabinecie. Mimo że wiele z nich robi kariery, siedzi w biznesie po uszy, ma siłę sprawczą, to w środku kryje ogromną wrażliwość. Są permanentnie skoncentrowane na przewidywaniu zagrożeń i próbie przeciwdziałania im. W dużej mierze dlatego odnoszą sukcesy w biznesie. Dla mnie silna kobieta to taka, która potrafi oprzeć się na facecie, czyli odpuścić potrzebę kontroli, co bardzo wyraźnie widać w seksie. Jeżeli ona próbuje kontrolować akt seksualny, nie będzie miała orgazmu. Wiele kobiet mówi wprost, że erotycznie marzy o takiej dominacji, która spowoduje, że będą mogły puścić to napięcie. To dla nich namiastka tego, co chciałyby mieć w życiu.

Ale uważam, że mężczyźni tęsknią za silnymi kobietami. Boją się tych, które tylko na takie wyglądają, bo one wymagają największego wsparcia i najbardziej zawłaszczają.

A czy kobieta chcąca mieć mężczyznę, z którym mogłaby także dzielić obowiązki domowe, jest trudniejsza w ułożeniu relacji niż ta, która chce siedzieć w domu i opiekować się dziećmi?
Sukces dobrego związku polega na tym, że ludzie jak się spotykają, są świadomi tego, w którą stronę każde z nich zmierza. I potrafią o tym porozmawiać wprost, sprawdzając, czy te kierunki są rozbieżne czy podobne. W pierwszym przypadku lepiej sobie powiedzieć: no to szerokiej drogi. W drugim – zastanowić się, jak to wspólne życie zorganizować. Partnerstwo polega na ekwiwalencji – ja dając ci różne rzeczy, otrzymuję od ciebie tyle, że uważam, że ta wymiana jest równa. I na tym, że ludzie mając wspólne wartości, koncentrują się na tym, w jaki sposób mogą je razem realizować. Ale takich relacji jest w społeczeństwie pewnie ledwie promil.

Co z pozostałymi?
To zazwyczaj związki skośne, w których co chwilę się wymieniamy. Raz ktoś wchodzi w rolę dziecka i próbuje nakłonić drugą osobę do bycia rodzicem, kolejny raz – jest odwrotnie. Zazwyczaj każdy wchodzi w relację, a już zwłaszcza przez zakochanie, z całą masą deficytów. Wyobraźmy sobie beczkę bez dna i niewyrażoną wprost prośbę: teraz ty musisz mi tę beczkę wypełnić, ponieważ ci, którzy zajmowali się mną do tej pory, tego nie zrobili. W takich relacjach my nie widzimy w sobie nawzajem partnerów, tylko potencjalnych super-rodziców. A jak się pojawiają dzieci, to jeszcze się to wzmacnia.

MATKA

I mamy mężczyzn, którzy oddają całą władzę kobietom. Nie potrafią sami dopasować krawata do koszuli, wybrać dania w restauracji.
Oni zostali wychowani w przekonaniu, że matka wie lepiej. Jest o tym taki dowcip. Mama wychodzi na balkon i woła: Jasiu, Jasiu, chodź do domu. A co mamo, jestem głodny? Nie, śpiący. Jeśli funkcjonuje się przez jakieś 20 lat w relacji, w której kobieta mówi ci nie tylko, co jest dla ciebie dobre, lecz także jak się czujesz, to kto ma cię nauczyć wybierać? Przez ostatnie kilka pokoleń brakowało ojców. Jak z powodu wojen znika na świecie prawie 50 mln mężczyzn, to jest to rzeczywisty problem.

Jak to wpłynęło na współczesnych mężczyzn?
Widziała pani matkę, która zostaje bez partnera? Jest po prostu sfrustrowana, niezaspokojona w różnych obszarach – emocjonalnym, bo nie dostaje czułości i miłości, seksualnym. Poza tym jest pozbawiona poczucia bezpieczeństwa, bo ma tylko jedną pensję, którą w dodatku musi sama zarobić. A w pracach domowych też jej nikt nie pomoże. Syn jest idealnym kandydatem, żeby przerzucić na niego wszystkie oczekiwania. Matka (choć nie robi tego wprost) swoją postawą i zachowaniem angażuje go w rolę, która nie jest jego – rolę jej partnera.

W jaki sposób?
Dzieli się z nim problemami, dylematami, czasami opowiada o nieudanych związkach. To kompletnie nie jest świat dziecka – ono się na tym nie zna i nie potrafi się w tym odnaleźć. Ale kocha mamę, w związku z tym chce robić wszystko, żeby jej było dobrze. I wtedy się pojawiają dwa kłopoty. Po pierwsze, nigdy nie osiągnie ideału, bo np. nie pójdzie z nią przecież do łóżka, a po drugie, nie da jej miłości partnerskiej. Zresztą jeśliby to zrobił, to by znaczyło, że nie może mieć życiowej partnerki. To jest ubezwłasnowolnienie w białych rękawiczkach. Gdy taki mężczyzna nawet znajdzie sobie kobietę, to ona już na starcie jest przegrana.

Jeżeli w rodzinie funkcjonuje ojciec, to pełni funkcję klina, który się wbija między matkę a syna i ich rozdziela. I komunikuje synowi: to jest moja kobieta, a nie twoja, a matce: jak chcesz zaspokajać swoje potrzeby, to ze mną, a nie z nim. To jest bardzo ważna rola, ale wymaga siły i umiejętności stawiania granic. Przede wszystkim matce, np.: Jaś nie będzie spał w naszym łóżku, tylko w swoim pokoju.

OJCIEC

Czy wszyscy ojcowie wiedzą, że powinni taką rolę pełnić?
Wielu nie wie, bo nigdy nie widzieli mężczyzny, który byłby w stanie wejść w konstruktywną konfrontację z kobietą. Nie poprzez walkę, tylko poprzez stanowczość. Jesper Juul w książce „Być mężem i ojcem” odpowiada na listy mężczyzn. Jeden opisuje sytuację, w której wychodzi z synem na spacer. Kobieta go krytykuje, że ubranie, które chce założyć chłopcu, jest zbyt cienkie. Co w takiej sytuacji robi 99 facetów na 100? Stwierdza: To ty go ubierz; albo: Dobra, nigdzie z nim nie idę. A tymczasem Juul radzi: Powiedz jej: Ja decyduję, jak on będzie ubrany. Jeżeli coś mu się stanie, to ja się nim zaopiekuję. I idzie na spacer. Ilu facetów na to stać? Nawet im do głowy nie przyjdzie, żeby w ten sposób zareagować. Dla kobiet to też nowość. Ale to jest właśnie odpowiedzialne podejście. Jeśli mówimy o partnerstwie, to musimy pamiętać o tym, że ojciec jest tak samo pełnoprawnym i kompetentnym rodzicem jak matka, choć dzisiaj dla większości Polek jest to właściwie nie do pojęcia.

Czy blokowanie dostępu do pewnych zadań to właśnie coś, co nazywa się kastracją mężczyzn?
Tak, bo to pozbawia ich sprawczości. Prosty przykład z mojego życia: dawno, dawno temu, kiedy mówiłem, że napiłbym się piwa, moja żona leciała do kuchni i mi przynosiła. Tak wyrażała swoją miłość, bo w jej świecie uczucia wyrażało się przez usługiwanie i karmienie.

Bardzo wygodne. Jak pan reagował?
Mówiłem: Nie biegaj po to piwo. Jak będę chciał, to sobie sam przyniosę. Dla niej to było dziwne, wywoływało poczucie niepewności: To ty już mnie nie potrzebujesz? Tak. Właśnie dlatego z tobą mogę być, bo cię nie potrzebuję. To jest niesamowita różnica.

Jakie błędy popełniają mężczyźni, wchodząc w związki?
Australijski psycholog Steve Biddulph (autor m.in. książki „Męskość – nowe spojrzenie”) twierdzi, że współcześni mężczyźni wchodzą w relację z kobietami zdecydowanie za wcześnie. I nie chodzi o metrykę, tylko o sposób myślenia. Wiążą się z kobietami, które im się podobają, lub z tymi, które ich wybiorą, a które niekoniecznie im samym się podobają. Od razu zaczynają się też orientować, jakie są potrzeby tych kobiet. I znów powtarza się pewien schemat. Mama mówiła im, co jest dla nich dobre, to teraz oni myślą, że aby utrzymać przy sobie kobietę, która ich wybrała, powinni realizować jej potrzeby. I np. gdy ona chce mieć dzieci, to oni dochodzą do wniosku, że też powinni chcieć je mieć, żeby jej nie stracić. Nie są na to gotowi, ale co tam, niech już będzie. A Biddulph mówi tak: Jeżeli chcesz wejść w dobry związek, to najpierw odpowiedz sobie na pytanie: „dokąd zmierzam?”, a dopiero później: „kto tam ze mną pójdzie?”.

Jakie inne obszary są najczęściej polem niedomówień?
To może być konflikt na linii, że jedna osoba chce mieszkać na wsi, a druga w śródmieściu, rozbieżne sposoby spędzania wolnego czasu, religia. Generalna zasada jest taka, że jeżeli chcemy myśleć o związku długotrwałym, to musi on być oparty na podobnych kluczowych wartościach. To nawet nie chodzi o to, żeby ludzie rozmawiali o tym, co czują, ale o tym, co jest dla nich ważne.

DZIECKO

Niektórzy twierdzą, że prawdziwe problemy w związku zaczynają się, gdy pojawia się dziecko.
Nie, one są już wcześniej, ale nie istnieje jeszcze katalizator, który by je wyzwalał. Jeżeli wchodzimy w relację skośną, w której mężczyzna widzi w kobiecie swoją potencjalną mamę, a jego mama nie bawiła się z nim wystarczająco dużo, bo np. chodziła do pracy, wracała zmęczona, to teraz by chciał, by tę funkcję pełniła jego partnerka. Chodziła z nim na imprezy, jeździła na wakacje. Była na wyłączność. Wielu mężczyzn ma kłopot, gdy kobiety wychodzą gdzieś bez nich. To nawet nie chodzi o zazdrość, choć i ona czasami się pojawia, ale o to, że w tym momencie nie wybierają ich, tak jak kiedyś matki. I teraz proszę sobie wyobrazić, że takiej parze rodzi się dziecko. Kobieta siłą rzeczy 200 proc. swojej uwagi koncentruje na nim. A mężczyzna co? Znowu czuje się odrzucony.

I jak może sobie pomóc?
Jest taka zasada: jeżeli mężczyźni chcą być w dobrej relacji z kobietami, to właściwie dobrze by było, żeby byli autonomiczni i niczego od niej nie potrzebowali. Tymczasem bardzo rzadko mają epizody samodzielnego życia, przechodzą jakby z rąk do rąk kobiet. Nie tak dawno każdy facet spędzał określony czas kompletnie bez kobiet, np. w wojsku. Musiał się nauczyć polegać na sobie samym i na innych facetach. Przy okazji uświadamiał sobie, jakie ma potrzeby, jak sobie radzi z tym, kiedy one nie są zaspokajane, które jest w stanie zaspokoić sam i w jakim stopniu. I najważniejsze: niektóre z nich mogą nigdy nie zostać zaspokojone i to też jest w porządku. Dopiero w takiej sytuacji jest gotowy na związek.

Ale obowiązkowa służba wojskowa została zniesiona.
Można pojechać w podróż autostopem po Europie. Tu chodzi o coś, co można metaforycznie nazwać „podróżą inicjacyjną”, w czasie której mężczyzna może doświadczyć swojej sprawczości i swoich ograniczeń – poznać siebie.

Zmienia się stosunek mężczyzn do ojcostwa?
Owszem, zmienia się. Coraz więcej ojców przewartościowuje swoje życie i ojcostwo staje się dla nich priorytetem. Jednak równolegle zachodzi nieco niepokojące zjawisko. Pracuję w szpitalu i często rozmawiam z położnymi. Przyglądamy się „nowym ojcom” i tzw. zjawisku tacierzyństwa. Wie pani, na czym to najczęściej polega? Na ściganiu się z kobietami, o to, kto będzie lepszą mamą. To bardzo przykre. Bo w takiej rywalizacji dziecko jest uprzedmiotowione. Trzeba być na to uważnym. Wielu mężczyzn po narodzinach dziecka jest po prostu zagubionych, nieliczni wiedzą, jaką rolę powinni pełnić.

Jaką?
Jeżeli naprawdę chce być dobrym ojcem, to w pierwszych miesiącach życia dziecka musi się opiekować przede wszystkim jego matką.

Ale dlaczego dzieckiem mniej?
Bo noworodek nie ma z nim takiej więzi. Jest dosłownie fizyczną częścią matki, przez pierwsze trzy miesiące ich procesy fizjologiczne są zsynchronizowane, ona jest dla niego naturalną, bezpieczną opiekunką. Ojciec to obcy twór, który dopiero się w świecie dziecka konstytuuje. Poza tym w tym czasie jednym z najważniejszych elementów opieki nad maleństwem jest redukowanie przez matkę – samą mocno zestresowaną – jego napięcia związanego ze stresem. Dlatego zadbanie o nią przez jej partnera pozwala jej być bardziej rozluźnioną, a przez to lepiej zaspokajać potrzeby noworodka.

SEKS

Są trzy elementy miłości: namiętność, intymność, zaangażowanie. Z którym mężczyźni mają największy kłopot?
Z intymnością, czyli czymś, co się dzieje wyłącznie pomiędzy dwójką ludzi i decyduje o niepowtarzalności tej relacji. Jednak do tego jednym z warunków koniecznych jest otwartość. Ale myślę, że to nie jest problem tylko mężczyzn. Wiele osób w relacjach często udaje.

Z jakiego powodu?
Bo się boimy. Odrzucenia, upokorzenia. Rzeczy, których baliśmy się jako dzieci. Facetowi szkodzi np. zdanie (często słyszane w dzieciństwie), że chłopaki nie płaczą, bo ono znaczy: jak będziesz płakał, to nikt cię nie będzie akceptował i szanował. Jeżeli go tak nauczono, to później w relacji, gdy kobieta zapyta, jak się czuje, to on, choć jest mu smutno, odpowie, że normalnie. Dlatego intymność jest sporym problemem.

A seks? Znaczy dla mężczyzn to samo, co dla kobiet?
Nie. Dużo zależy od wieku. Seks u młodych mężczyzn to jest biologiczna potrzeba. Jak się ma tyle testosteronu, to się widzi w kobietach przede wszystkim obiekty seksualne. Coraz więcej mężczyzn uzależnia się zaś od pornografii, co powoduje, że mają trudności z faktycznym zbliżeniem się do kobiet. Bo one nie są zazwyczaj tak atrakcyjne jak gwiazdy porno i nie przeżywają tak jak one, kontakt z nimi może być więc rozczarowujący.

Można się z tego wyleczyć?
Jeśli ktoś chce. A dla wielu to jest o wiele bardziej komfortowe, bo nie muszą w żaden sposób interesować się zaspokajaniem kobiet.

To dość egoistyczne.
Przede wszystkim ucieczkowe i wpisuje się w ogólny trend dużej roszczeniowości ze strony kobiet. Teraz jeszcze wpadły na pomysł, że muszą być za każdym razem zaspokajane seksualnie, co oznacza, że muszą mieć orgazm. Wielu facetów, zwłaszcza młodych, nie jest w stanie tego zrobić z różnych powodów. Wchodzą więc w relacje z kobietami, które nie są tak atrakcyjne jak na obrazku, a na dodatek są potencjalnym zagrożeniem, bo mogą mieć pretensje. Mężczyźni zatem często się wycofują. Jest też kwestia władzy: reglamentowanie seksu to standard, który kobiety wykorzystują.

Mężczyźni tego nie robią?
Już zaczynają. Mimo że to jest po prostu bierna agresja. Wielu nauczyło się od kobiet wymówek w stylu głowa mnie boli, jestem zestresowany. Choć nierzadko cierpią na problemy psychosomatyczne: przedwczesny wytrysk, impotencję.

ROZPACZ

Skoro pojawiła się agresja: skąd się bierze przemoc w związkach?
W przypadku mężczyzn najczęściej z doświadczania bezradności.

Co zrobić, by ona zaprowadziła mężczyzn do gabinetu terapeuty, skoro trudno ich nawet namówić na wizytę u lekarza rodzinnego?
Jak studiowałem psychoterapię, usłyszałem wypowiedziane sarkastycznie zdanie, że psychoterapia nie jest dla mężczyzn, bo oni na terapię nie chodzą. Trochę się wtedy wkurzyłem i postanowiłem udowodnić światu, że jest inaczej. Teraz mogę powiedzieć, że nawet mi się udało. Ale po drodze odkryłem, dlaczego mężczyźni nie chcą chodzić na terapię ani dlaczego do tej pory nie było czegoś takiego jak warsztaty dla mężczyzn. Dla kobiet milion rzeczy, dla mężczyzn nic.

Dlaczego?
Ponieważ mężczyźni kojarzyli pójście na terapię lub jakąkolwiek inwestycję w rozwój osobisty z naprawieniem się, czyli z przyznaniem się do jakiejś dysfunkcji. Tymczasem kobiety kojarzą to z rozwojem – czyli jestem OK, ale pogłębiam swój potencjał. To nieprawdopodobna różnica na takim subtelnym, jak by się wydawało, poziomie. Dlatego też dużo piszemy i publikujemy, by uświadamiać, że jest zupełnie inaczej.

Jednak coś musi się wydarzyć, by mężczyzna się przełamał i zacząć mówić o tym, z czym sobie nie radzi.
Musi się skonfrontować z pytaniem: czy jesteś już wystarczająco zrozpaczony? Czyli musi nastąpić kryzys, w którym już nie może samego siebie oszukiwać. Przestaje delegować swoje nieszczęścia na świat, tylko zaczyna widzieć, że albo sam coś ze sobą zrobi, albo nic się nie zmieni.

Wszystkie wysiłki, które podejmują i kobiety, i mężczyźni, są po to, by czuć, że ma się dobre życie, które akceptujemy ze wszystkimi mniej lub bardziej udanymi wyborami. Zna pan jakiś sposób, by zbliżyć się do tego stanu?
Pewną wskazówkę zdradził mi kiedyś mój mentor Wojciech Eichelberger. Powiedział: Jacek, wiele lat pracy w kierunku serca. I chyba to tyle. Działa zarówno na kobiety, jak i na mężczyzn.

POLITYKA.PL

Tutaj ten wywiad