Agnieszka Moroz | Gdy przyjaciółka zdradzi…
15424
post-template-default,single,single-post,postid-15424,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-theme-ver-13.1.2,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.5,vc_responsive
 

Gdy przyjaciółka zdradzi…

Gdy przyjaciółka zdradzi…

dla leniwych… 🙂

„Gdy przyjaciółka zdradzi, to nie jest – nie była – przyjaciółką. Podobnie jest z prawdomównym, który skłamie – staje się kłamcą, przestał więc być prawdomówny. Testom zaczynamy poddawać przyjaciół dopiero wtedy, kiedy się już raz zawiedziemy. Żadne dziecko tego przecież nie robi. Są więc one śladem po minionych zawodach, których doznaliśmy. Mają nas zabezpieczyć przed kolejnym rozczarowaniem.

Wszystko zależy od tego, co się zrobi, gdy ktoś postąpi nielojalnie. Jeżeli człowiek, który wyrządził drugiemu krzywdę, umyje od tego ręce, będzie zaprzeczać, że doszło do szkody, to większych szans na odnowę przyjaźni nie ma. Proszę wyobrazić sobie piękny pałac. Wybijamy szybę, nadal jest to obiekt wspaniałej architektury, tylko ma skazę, którą trzeba naprawić. Bo jak nie, to się będzie woda lała, zaleje parkiety, zniszczy je i po pewnym czasie będzie pani miała ruinę, a nie pałac.

Jest o tym mądra przypowieść. Przychodzi winowajca do tego, kogo skrzywdził, i prosi: „Przebacz mi”. Skrzywdzony zamyka mu drzwi przed nosem. Winowajca po pewnym czasie czuje jeszcze większy żal. Puka znów do drzwi „ofiary”, ale ona nie potrafi się przemóc. Po pewnym czasie skruszony człowiek po raz trzeci próbuje się pojednać. Jeśli znów drzwi zostaną przed nim zamknięte, wina przechodzi ze sprawcy na skrzywdzonego. Niemożność wybaczenia komuś, kto siebie składa w ofierze i żałuje, jest grzechem zatwardziałości. Nikt nie mówi, że po wielkiej krzywdzie trzeba się przyjaźnić. Można przecież powiedzieć: „No dobrze, nie spotykajmy się, ale spokojnie żyj, bez wyrzutów sumienia”.

Często początkowa faza zaprzyjaźniania się polega na tym, że odsłaniamy przed sobą swoje tajemnice.

I to jest ten piękny etap, kiedy jesteśmy sobą szczerze zainteresowani. Do tego stopnia, że jeśli natkniemy się na jakiś element, który nam nie pasuje do reszty, do wizerunku przyjaciela, który stworzyliśmy sobie w głowie – wymazujemy go. Niejako unieważniamy. Ta faza przyjaźni to absolutna akceptacja .Ale ten etap się kiedyś kończy. W naturalny sposób, gdy coraz lepiej się poznajemy, coraz więcej o sobie wiemy, nie potrzebujemy już wyznań z przeszłości. Stopniowo wzajemna akceptacja przenosi się na sprawy spajające tę przyjaźń w teraźniejszości. Mówiła pani wcześniej o testowaniu przyjaźni. Lojalności nie trzeba testować, ona sama ulega weryfikacji. Brak lojalności trudno wybaczyć. Jeśli ktoś ją narusza, to w pewien sposób unieważnia istnienie przyjacielskiej relacji. Nawet w dość zażyłej przyjaźni zachowuje się pewną sferę prywatności.

Ale, jeżeli taka zdrada się komuś upiecze, to każdy człowiek – jak małe dziecko – uczy się, że pozostaje bezkarny. Niektórzy ludzie są od zdrady wręcz uzależnieni. I nie mam tutaj na myśli seksualnej zdrady, tylko małe codzienne oszustwa, sprzeniewierzenia, nielojalności, zawiedzenie czyjejś ufności. Kłamczuchostwo obsesyjne czy kompulsywne występuje w podręcznikach psychiatrii. Jeśli ktoś zawiódł moje zaufanie – mnie to boli. Czy to znaczy, że cały świat jest zły? Nie.

Nie zawsze ten, kto krzywdzi, robi to świadomie. Czy może być tak, że zawiodę swojego przyjaciela, bo nie wiem, czego ode mnie oczekuje? Przyjaźń polega na szczerości! Nie możesz być przyjacielem kogoś, kto nie jest twoim przyjacielem. Podstawą przyjaźni jest wzajemność, ale jakiekolwiek by miała odcienie, polega na tym, że jesteśmy dla siebie wzajemnie ważne/ważni. A skoro ktoś jest ważny, nie pozwolę na to, żeby tej osobie stało się coś złego.

To piękne, że nie ma takiej sytuacji między ludźmi, której nie dałoby się rozwikłać, jeśli opiera się na przyjaźni. W ogóle przyjaźń z definicji jest warsztatem, w którym rozmaite sprawy – własne i cudze – reguluje się, ulepsza, żeby dobrze działały. Żeby zamiast „ja” i „ty” było „my” „

zobacz artykuł